Followers

Monday, October 20, 2014

Outfit #78 - Butterfly dance


Uwielbiam wszelkie akcje zakupowe organizowane w galeriach handlowych - weekendy zniżek, spotkania ze stylistami czy wizażystkami. Za każdym razem gdy o jakiejś usłyszę - biegnę po odpowiednią gazetę, przeglądam zniżki (w końcu jestem człowiekiem oszczędnym) i dokładnie analizuję harmonogram. A potem, oczywiście, nigdy na taką akcję nie udaje mi się dotrzeć. Bo zjazd, bo zajęcia, bo kawa z przyjaciółką...

Tym razem było inaczej - w trakcie okienka w zajęciach zawędrowałam do najbliższej poznańskiej galerii - Galerii Malta. Znudzona i przemoczona, polująca na wymarzony włochaty sweterek, który widziałam na stronie internetowej pewnej marki dwuliterowej z & w środku - i o którego istnieniu sprzedawcy nigdy nie mieli pojęcia gdy pytałam. Włóczyłam się więc bez celu, o nieludzkiej godzinie dziesiątej rano, czekając aż okienko się skończy. Szukając windy (ktoś był tak mądry, że po rozbudowie apteki najwygodniejszą windę obudował urządzeniami sprawdzającymi czy czegoś nie kradniesz - sięgniecie do przycisku z poziomu wózka stało się niewykonalne) wpakowałam się do sklepu, który zawsze omijałam z daleka, bo brzydki, niefajny, drogi i tak dalej. I bum! - wpadłam na włochaty sweterek, w wymarzonym kolorze i fasonie, w dodatku przeceniony. Marks&Spencer, od tej pory obiecuję nie narzekać na ceny i kolekcje!

Wracając jednak do tematu "akcji" - gdy już biegłam na kolejne zajęcia zaczepiła mnie przemiła pani i zachęciła do wzięcia udziału w akcji magazynu HOT Moda. Fryzjer - za darmo. Makijaż - za darmo. Porady stylistek - tak, za darmo! I, żeby było jeszcze fajniej, możliwość wygrania wypasionego auta. Oczywiście nadchodzący maraton wykładów kazał mi odmówić.



I, oczywiście, miałam niesamowite szczęście (albo pecha, zależy od interpretacji i tego co jest czyim priorytetem). Bo gdy dotarłam na wykład, okazało się, że jestem z niego zwolniona. Pokonałam trasę Polibuda-Malta po raz trzeci tego dnia i stało się - osiwiałam z wrażenia. Na zdjęciach niestety nie widać już efektu, ale siwe pasemka okazały się niezwykle twarzowe. A suchy szampon uratował mą fryzurę na mokrą kurę... to jest, Włoszkę. Makijaż - również pro, wykonany kosmetykami Diora, o wiele bardziej delikatny niż noszę na co dzień, spodobał mi się.

W ten sposób, gdy dotarłam do domu po 23., została mi godzina na wzięcie udziału w konkursie. Tak, trzeba było wysłać zdjęcie swojej stylizacji - tego samego dnia do północy. Stąd, nowy, zupełnie nieplanowany post. Szaleństwo, ale nauczyłam się już, że w nim właśnie jest metoda.

Jak się podoba moja wersja bardzo codzienna? ;)







Leggings: Orsay
Top: New Yorker
Sweatshirt: Marks&Spencer
Shoes: DeeZee.pl
Ring: H&M
Bracelet: SinSay

Wednesday, October 15, 2014

Review #21 - Nail polish One Colour Sand 11

Dawno nie było tutaj recenzji... Brak czasu, ale przede wszystkim - brak pomysłu na zdjęcia, uniemożliwiał mi przygotowanie dobrego posta. Szczególnie, że w kolejce do opisania wciąż czekały lakiery od AllePaznokcie. A, jak łatwo się domyślić: zrobienie znośnych zdjęć własnych dłoni dysponując jedynie lustrzanką do łatwych nie należy. W końcu jednak zebrałam się w sobie, znalazłam wolną-dłuższą chwilę - i jest, nowy post!


Dziś, moi mili, opowiem Wam krótko o lakierze piaskowym One Colour! od AllePaznokcie. Kto bardziej spostrzegawczy - dostrzegł go już w postach stylizacyjnych, choćby TUTAJ.

Zdecydowałam się na "brudny róż" (numer 11). Urzekł mnie na zdjęciach w sklepie, a że w mojej kolekcji lakierów brakuje odcieni neutralnych - powitałam go u siebie z radością. Kolor po nałożeniu na paznokcie określiłabym jako nude wpadający w róż. Ładny, delikatny, zbliżony do koloru skóry. Nie rzuca się w oczy, ale gdy zostanie zauważony - zwykle jest doceniany. Bardzo elegancki. Na zdjęciach prezentuję go zarówno w dziennym świetle jak i z lampą błyskową, myślę więc, że idealnie oddają prawdziwy odcień.



Nietypowa jest chropowata faktura. Mamy bowiem do czynienia z lakierem piaskowym. Do tej pory testowałam tylko piaski od Golden Rose i zawsze byłam zachwycona. Ten jest inny. Drobinki piasku są całkowicie matowe, warstwa koloru, która się pod nim tworzy ma lekki połysk. Nie doświadczymy żadnego brokatu czy specjalnych drobinek - dosłownie lakier wygląda tak jak dłonie po całym dniu na plaży, piaskiem dokładnie oblepione... Kojarzy mi się z wakacjami, zdecydowanie.



I tu pojawia się pierwszy zgrzyt - przez tę chropowatość lakier bardzo trudno... doczyścić. I nie, nie mówię tu o jego zmywaniu, co jest zaskakująco łatwe. Mam na myśli sytuacje, gdy na przykład pobrudzimy się eyelinerem czy jak niezdary maźniemy pisakiem. W przypadku zwykłych lakierów, a nawet innych piasków z którymi miałam do czynienia wystarczy umycie rąk. Tutaj najczęściej kończy się malowaniem paznokci od nowa.


Trwałość, jak w przypadku wszystkim lakierów od AllePaznokcie, szokująco dobra. Cztery dni bez odprysków to minimum dla tych lakierów, a nie raz noszę je dopóki odrost nie zacznie mi przeszkadzać. I to bez żadnych utwardzaczy czy baz (których zresztą według opisu sklepowego tego akurat produktu nakładać się nie powinno) - są naprawdę mocne!

Pędzelek dość szeroki, nie na tyle jednak by można było pomalować paznokieć jednym pociągnięciem. Wygodnie leży w dłoni. Lakier szybko schnie. Buteleczka ładna, prosta. Plus za naklejkę z logo marki, ułatwia mi znalezienie lakieru w moim pudełeczku, w którym zwykle identyfikuje kolory po zakrętce (bo wszystkie lakiery stoją pionowo).


Czemu więc się nie zachwycam? Szczerze mówiąc - nie wiem. Ten lakier nie ma żadnych konkretnych wad - jest ładny, elegancki, wytrzymały. Jednak do najwyższej noty... czegoś mu brakuje. Może chodzi o to, że nudziaki traktuję jako uzupełnienie strojów eleganckich, prostych lub noszę gdy zwyczajnie nie chce mi się kombinować. I wtedy ten lakier się sprawdza, bo jest ładny i prosty. Nie ma tu jednak efektu: wow! Ale to wyłącznie moje wizualne odczucia. Jakościowo - jest bardzo dobrze.

Lakier kupicie TUTAJ.

Dziękuję marce AllePaznokcie za przekazanie lakieru do recenzji!

Sunday, October 5, 2014

Outfit #77 - Blood addiction


Przygotowania tej notki upłynęły pod hasłem: "To się nie może udać!". A jednak...

Zaczęło się od wyprawy na Poznańskie Dni Fantastyki. Okazja do stroju bardziej wampirzego niż zwykle - jest! Mission - accepted! I się zaczęło...

Najpierw - problemy z drukarką, które utrudniły mi przygotowanie konkursu "Co Ty wiesz o zabijaniu?". Potem - przymiarka nowiusieńkich spodni od RockZone.pl. Zakochałam się w nich, w gotyckich sznurowaniach, które pięknie współgrały ze wszystkimi dziurami i sznurkami od kimona. Idealne! Tylko, oczywiście "to się nie mogło udać" - przymiarka tuż przed wyjściem wykazała, że sznurek od sznurowań jest zbyt długi, by upychać go w buty; a czasu zbyt mało by go skracać i dopasowywać - i pomysł na wbicie w obcisłe gotyckie kozaczki nagle okazał się absurdalną wizją szaleńca. Na szczęście w szafie czekały niezastąpione creepersy. 

Potem - spóźniłam się na autobus. Na szczęście koleżanka po mnie wyszła i poprowadziła odpowiednią trasą - inaczej bym zapewne zabłądziła. Szczególnie w obszernych korytarzach Zamku, gdzie sala dwieście-coś okazała się być salą trzecią. 

Żeby nie było zbyt łatwo, Mój Nadworny Fotograf się rozchorował (laska, wracaj mi szybko do zdrowia! <3) i w niecnym celu zdjęciowym musiałam wykorzystać chłopaka. Poświęcił się: ja ustawiłam aparat, on cyknął kilkakrotnie, a gdy dziś zgrałam zdjęcia okazało się, że ustawienia aparatu kwiczą i płaczą... Ronią gorzkie łzy mroku i niedoświetlenia, jak ja, zastanawiając się jak focisze odratować. 

Jak więc widzicie: ten post nie mógł się udać. A jednak - wampiry się nie poddają. Złożyłam serce i kilka organów na cześć bogini Kali - i jest! Efekty - oceńcie sami, mi się podoba. 

Lecę korzystać z pierwszej leniwej niedzieli od stu (wampirzych, oczywiście) lat. I, miłego dnia Wam życzę!







Kimono: Punk Rave
Leggings: Rockzone.pl
Shoes: DeeZee.pl
Scarf: grand's wardrobe
Rings: H&M
Cross-ring: no name

Monday, September 29, 2014

Outfit #76 - My blood is poison


Gonitwa. Nikogo nie zgubić, o niczym nie zapomnieć. Dni mijają w zawrotnym tempie - jak lubię.
Ostatnio dzieje się u mnie dużo dobrego - praca, życie osobiste. Małe sukcesy, duże radości. I tylko Mort mi siedzi w głowie (tak, ten od pingwinów) ze swoim "pooodejrzaaane". Zobaczymy jak długo dobra passa potrwa.

Wracam do odzieżowego mroku - nareszcie! Jakkolwiek uwielbiam eksperymenty stylistyczne, tak ostatnio coraz bardziej zaczął mi doskwierać brak czerni totalnej w moich zestawach. I voila, oto mamy post. Znów przypominam wampira. Alleluja.

Co my tu mamy? Ach, tak, sukienka w roli głównej (znowu) i marynarka (hm, hm). Uzależniam się od funkcjonalnego minimalizmu, a tak proste połączenie sprawdza się zawsze. Tylko rajstopy wyłamują się zasadzie prostoty - bo są cieniowane.

Dodatki - minimalistyczne i bardzo designerskie. Liczy się forma - coraz częściej to moje motto. Naszyjnik - wygrany na FashionWall. Długo zastanawiałam się czy mi odpowiada - jest dziwny. Jednak "dziwność to nieodłączny element piękna"... W końcu więc - zauroczył mnie. I tylko kark boli po kilku godzinach. Ale to słodki ból.

Na ręce - zegarek. Wielka tarcza, cienki pasek, moje biżuteryjne marzenie, które nareszcie się ziściło. Na palcach - obrączki. Były już tu wiele razy. Tak jak buty, które z lubianych awansowały do kategorii ukochanych. 

I o włosach słów kilka na sam koniec. Mój prywatny "kosmetyk roku 2014"... Pudry. Żeby było weselej - z Biedronki. Trzy kolory, błyskawiczne użycie i trwałość do pierwszego mycia. Nareszcie mam tęczę na głowie - kiedy chcę i jak chcę.

Zdjęcia oczywiście autorstwa niezastąpionej Airy. Oczywiście robione w biegu, między kawą, plotkami, a kolejnymi obowiązkami. I, oczywiście, mam nadzieję, że się podobają.











Dress: Mohito
Jacket: Top Secret
Necklace: KOD
Tights: E-marilyn.pl
Shoes: Shoelook
Wristwatch: Elixa
Rings: H&M
Scarf: no name
Nails: AllePaznokcie.pl

Monday, September 22, 2014

Outfit #75 - Trust me, I'm an engineer!



Dziś post nietypowy - bo strój nader oficjalny. Stylizacja dokładnie sprzed tygodnia... Elegancka i formalna. Tak, dokładnie tak wyglądałam na obronie. A że miałam czekać cztery godziny - skorzystałam z okazji i umówiłam się na pamiątkowe zdjęcia z genialną Perfectamente Photography. Efekty są, jakie widać. Dla mnie bomba, ale ja się zawsze zachwycam młodymi zdolnymi ;)

Moi mili - udało się! Od tygodnia jestem dumną Panią Inżynier. Jupi, juhu, radocha i tak dalej.

Ale dobra, dobra, pamiętam, najważniejsze na tym blogu są ubrania ;). Co jednak mogę rzec? Sukienkę dorwałam w Solarze na przecenie (i za bon wygrany w jakimś konkursie). Strasznie mi się nie podobała - dopóki nie zobaczyłam jej na sobie. Od razu wskoczyła na listę ulubieńców. Kobieca, prosta i elegancka. Mrau!




Żakiet - lekki i prosty. I czarny, oczywiście. Dorwany w H&M za, bodajże, cztery dychy, sprawdza się zawsze wtedy, gdy temperatura jest zbyt wysoka na formalną marynarkę. A potraficie sobie chyba wyobrazić jak w trakcie obrony temperatura potrafi podskoczyć...

 


Buty mogliście już podziwiać w tym poście - uwielbiam je, są niezwykle wygodne, a stabilny obcas i paseczek wokół kostki to połączenie doskonałe. Do tego ulubiony naszyjnik, który złośliwie ukrył się za dekoltem. I wystarczy. Elegancja nie potrzebuje ozdób. Potrzebuje wysokiej jakości materiałów i dobrego szycia, to one świadczą o wyrafinowaniu zestawu. Takie jest moje zdanie.

To co, świętujemy?!



dress - Solar
jacket - H&M
shoes
necklace

Thursday, September 18, 2014

Contest with SinFashion - results!

Jakiś czas temu ogłosiłam konkurs z SinFashion...

Początkowo przeraziła mnie liczba zgłoszeń - a właściwie ich brak. Czekałam, czekałam, zegar tykał, kalendarz złowieszczo wyśmiewał mój pomysł na konkursowe zadanie... aż pojawiła się pierwsza chętna na koszulkę. I kolejna. I jeszcze jedna!

Oj tak, w końcu zasypaliście mnie zgłoszeniami. Za co serdecznie dziękuję!

Oczywiście duża liczba zgłoszeń dostarcza wielu emocji. Oprócz mojej satysfakcji, pojawił się problem... Kogo wybrać?! Skoro wszystkie pomysły są takie fajne!

W dwuosobowym jury, razem z przedstawicielem SinFashion - rozpoczęliśmy naradę. Burzliwą. Nie powiem, że siekiery latały, ale to chyba tylko dlatego, że siekierę ciężko byłoby przesłać przez fejsa... Ale mniejsza o to - w końcu decyzja zapadła, a szatańskie trąby i kuranty rozbrzmiały pieśnią złowieszczą...

Panie i panowie, czytelnicy i wariaci... Pora na wyniki! Konkurs wygrywa... MissFrankenstein! Laska ma talent - co widać na załączonym zgłoszeniu. Gratuluję! Czekaj na wiadomość ode mnie.


Raz jeszcze dziękuję za udział i liczę na to, że będziecie tu wracać (choćby z okazji kolejnych konkursów ;)).

Thursday, September 11, 2014

Outfit #74 - This is my riffle



Dni mijają jak szalone... Próbuję pogodzić wszystko i jednocześnie nie marnować ani chwili. Każdy kto się szykował do obrony chyba wie jak to jest - niby wszystko gotowe, niby człowiek ma ochotę na milion rzeczy, a jednak nerwy paraliżują przed działaniem. I zamiast pisać, tworzyć czy załatwiać zaległe sprawy - sprawdza po raz tysięczny czy praca wydrukowała się dobrze, a płyta działa bez zarzutu. Na szczęście to szaleństwo potrwa do poniedziałku - potem będę wolnym człowiekiem. Czy inżynierem - się okaże...

I z tej okazji - dziś bez gadania. Podziwiajcie zestaw (albo nie), który miałam w sobie w sobotnie popołudnie (złota zasada - trzy powody, dla których zawsze znajdę czas na wyjście z domu: przyjaciele, randka, zdjęcia). Dziękuję więc najsłodszej parze jaką znam za towarzyszenie w trakcie sesji (i owej sesji zrobienie). Zostawiam Was ze zdjęciami i dobrą muzyczką. Trzymajcie kciuki w poniedziałek!








dress - no name
vest - SinSay
shoes - Shoelook
ring - H&M (I think so...)
tights - no name
sunglasses - New Yorker

Thursday, August 28, 2014

Outfit #73 - Storm



Świat jest mały. Zaskakujące, jak czasem bardzo. Przekonałam się o tym po raz kolejny niecałe dwa tygodnie temu - w trakcie wyborów do Miss Polski na wózku, a właściwie w trakcie przygotowań (pełną relację znajdziecie TUTAJ). Przypadła mi wtedy rola wolontariuszki. W przerwie między obowiązkami - ekipa zgarnęła mnie na krótką sesję zdjęciową - efekty możecie podziwiać na zdjęciach. Szok i niedowierzanie nastąpiły kilka dni później, gdy dowiedziałam się, że ten miły i niepozorny fotograf... to człowiek, którego prace podziwiałam od dawna. Dziś więc post, który znaczy dla mnie coś więcej. Post przedstawiający sesję, w trakcie której zupełnie przez przypadek spełniło się jedno z moich marzeń - krótka współpraca z fotografem skrywającym się pod pseudonimem Anapt. Radość? To mało powiedziane.



Zdjęcia zdjęciami, ale ideą tego bloga jest prezentowanie mojego stylu. A więc ciuchów. Co mogę powiedzieć o zestawie, który mam na sobie? Właściwie niewiele - bazę i jedyny duży element stanowi sukienka. Upolowałam ją niedawno w jakimś małym sklepiku we Wrześni za trzy dyszki. Zdziwiłam się gdy na metce odkryłam informację, że to produkt włoski. Jak zwykle w przypadku sukienek źle oszacowałam długość. Jestem niska i gdy siedzę wiele rzeczy wypada na mnie dłuższe niż powinno. Myślałam więc, że sukienka będzie w kolanko, a mnie czekają przeróbki związane ze skracaniem. Tradycyjnie - podekscytowana pięknym wzorem, źle oceniłam długość. Okazało się, że zainwestowałam w maxi - i choć się tego zupełnie nie spodziewałam, to taka długość podoba mi się jeszcze bardziej niż sobie wyobrażałam. Niesamowicie wysmukla sylwetkę.



Dodatki - to już tradycja. Ulubione sandałki na koturnie i mocna rockowa biżuteria. Lekkość i prostota - lato. To prawdopodobnie ostatni wakacyjny zestaw w tym roku - w powietrzu czuć już jesień... Ostatnie słońce tego lata, ostatnie burze. Stąd elementy niebieskie - pasemka we włosach w kolorze nieba i paznokcie przypominające ciężkie burzowe chmury.

I tym akcentem kończę notkę. Szalejące na sukience wzory chyba nie tylko mi kojarzą się z pięknem nocy rozświetlanej błyskawicami.


 Dress - any brand from Italy
rings - H&M
bracelet - no name
shoes - CCC
earrings - no name

Monday, August 25, 2014

Contest with SinFashion!



Konkurs! Lubicie je, prawda? Kto nie lubi ;) Dziś zapraszam Was do udziału w konkursie współorganizowanym z marką SinFashion. Zasady nie są najprostsze - ale liczę na Waszą kreatywność! Jest o co walczyć!

Reguły gry:
1. Aby wziąć udział w konkursie musisz lubić strony na Facebooku: SinFashion oraz Sylwia Błach.
2. Miło będzie, gdy zaobserwujesz konta na Instagramie (nie jest to jednak wymagane): SinFashionPL oraz VamppiV.
3. I najważniejsze... wykonasz zadanie (wymagane, oczywiście ;))! A nim jest:

Zaprojektuj grzeszną koszulkę, zgodnie z nazwą Sin-Fashion. Technika całkowicie dowolna - możesz ją narysować, wykleić, wykonać, ale nic nie stoi na przeszkodzie byś opowiedział o niej lub zaśpiewał piosenkę ;) Będziemy oceniać przede wszystkim kreatywność projektu, a w razie wątpliwości co do zwycięzcy - dopiero brać pod uwagę technikę. Każdy więc ma szanse!

4. Wykonane zadanie zostawiacie w komentarzu razem z adresem mailowym. 

I, to właściwie, tyle! Konkurs trwa do 15.09 włącznie. Zwycięzcę ogłosimy kilka dni później!

...

Tak, wiem. Nie wspomniałam o tym co ludziska lubią najbardziej - nagrodzie! Oj, odrobinka niepewności nikomu nie zaszkodzi ;) Wszem i wobec ogłaszam, że szczęśliwy zwycięzca zgarnie wypasioną koszulkę od Yococo! Sam wybierasz, który model! Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że warto. Powodzenia!

Nagrodę wysyłamy tylko do Polski.
W przypadku mniejszej liczby zgłoszeń niż pięć organizator przyznaje sobie prawo do nie przyznania nagrody.