Followers

Tuesday, August 19, 2014

Outfit #71 - Running up that Hill



Długo, naprawdę długo bałam się łączenia wzorów. Pełna zachwytu obserwowałam w czasopismach modelki ubrane w przeróżne wzorzyste kombinacje - i zawsze wyglądające dobrze.

W końcu się nauczyłam. Albo odważyłam, ciężko bowiem wyczuć różnice. Legginsy znajdują się w mojej szafie już od kilku miesięcy. Spodobały mi się od razu, gdy je ujrzałam - z jednej strony seksowne wstawki z siatki, z drugiej czaszki - mroczne, ale jednocześnie trochę humorystyczne. Przynajmniej tak mi się kojarzą. Nosiłam je zwykle do gładkich topów, aż nagle przypomniało mi się o pewnej bluzce... Gdy wyciągnęłam ją z szafy zrozumiałam, że mam komplet - prawie ten sam wzór w mniejszym rozmiarze. Teraz potrzebowałam tylko dużo wyczucia...



Żakiet okazał się niezbędnym elementem stylizacji - dzięki niemu wzory trochę się uspokoiły. Wcześniej - wyglądałam jakbym uciekła z cyrku. Z żakietem wszystko nabrało nowego charakteru. Zadziornego i rockowego. Wspominałam już nie raz, że uwielbiam wszelkie narzutki, prawda?

I znowu odezwało się to coś zwane Przypadkiem. Planowałam narzucić marynarkę, jednak słońce tego dnia postanowiło piec niemiłosiernie. Złapałam więc krótki żakiet z tiulowymi rękawami - na szybko, tuż przed wyjściem, nie do końca będąc przekonaną. I w tym miejscu Przypadek spotkał się z Intuicją - widzicie jak tiulowe rękawy fantastycznie korespondują ze wstawkami w legginsach? Lubię takie detale. Bardzo lubię.



A co z butami? Ano, panie i panowie, przedstawiam Wam moje slodkie i urocze Glanusie, pieszczotliwie nazywane Grabarzami. Nie miałam ich na sobie już od dawna. Z glanami jest taka dziwna historia: gdy widzę je na ludziach - pieję z zachwytu. Gdy sama je zakładam - czuję się jak kaczka. Moje malutkie stopy nagle stają się ogromne! Jednak każde inne buty zniszczyły by buntowniczy charakter zestawu. I wiecie co? Gdy patrzę na zdjęcia - znowu odczuwam zachwyt dotyczący tych butów. Muszę przestać zwracać uwagę na to jak wyglądają z mojej siedzącej perspektywy. Z każdej innej są boskie.




Ciekawa jestem czy już domyśliliście się kto jest autorem zdjęć? Nie kto inny jak Klaudia Woźniak. Dwukrotnie mogliście już u mnie podziwiać jej prace. Klaudia, nie dość, że nieziemsko uzdolniona, to jeszcze ciągle się rozwija. Ja od pewnego czasu nie mogę oderwać oczu od jej prac - cuda. Uwielbiam młodych zdolnych ludzi, którzy walczą o marzenia. 

Zapraszam do oglądania! :) Ja wracam do swoich zajęć - wróciłam z Finałów Miss Polski na wózku 2014, w trakcie których byłam wolontariuszką. Teraz ogarniam zdjęcia na fanpage'u i próbuję napisać krótką relację na Rozkosze Umysłów. Oprócz tego kilka rozkopanych projektów literackich... i kolejny konkurs, który dla Was szykuję. Uwielbiam dni wypełnione zajęciami po kres godzin!











Top: SinSay
Legginsy: Black-Garden
Jacket: Stradivarius
Earrings: Restyle
Bracelet: no name
Shoes: Digger

Saturday, August 9, 2014

Review #20 - Holographic nail polish from AllePaznokcie.pl

Jakiś czas temu otrzymałam możliwość wybrania sobie kilku lakierów do przetestowania od marki AllePaznokcie. Kocham długie paznokcie, a w ofercie było tyle śliczności, że nie mogłam się zdecydować - w końcu uznałam, że przetestuję lakiery najbardziej nietypowe z uwagi na styl/fakturę - w ten sposób wybór padł na lakier piaskowy, holograficzny, chromowy i kameleon. Gdy paczka dotarła - zaczęłam poddawać je solidnym testom, by móc przedstawić możliwie rzetelne opinie. Jeden lakier okazał się genialny, dwa - bardzo lubię, choć serca mi nie skradły i jeden byłby genialny, gdyby nie pewna gigantyczna wada, prawie go skreślająca... Dziś zaprezentuję jeden z nich!

 


Na pierwszy ogień - lakier holograficzny. Mój absolutny faworyt, który okazał się być... kompletnie niechętny do współpracy z aparatem. Nakombinowałam się, by pokazać jak pięknie się mieni - jak widać na zdjęciach, niewiele z tego wyszło. Mogę więc powiedzieć tak: widzieliście naklejkę holograficzną czy np. buty w tym modnym ostatnio stylu? Mieni się identycznie. Jest genialny!



Kolor określiłabym jako błękit z domieszką szarości. Mi bardzo odpowiada, ponieważ najlepiej czuję się w zimnych barwach na paznokciach. Warto także zauważyć, że oprócz holograficznego błysku, prezentowany produkt ma typowy dla lakierów połysk.

 


Butelka jest dość duża, a pędzelek wygodnie leży w ręce. Na opakowaniu widnieje informacja, że mamy do czynienia z pędzelkiem w rozmiarze maxi - dzięki niemu malujemy paznokcie jednym ruchem. Ja mam drobne dłonie, więc zgadza się, jednak widywałam pędzelki jeszcze większe i wygodniejsze - dla osób o szerszej płytce. Ja jestem zadowolona, ale nie każdy będzie.

Schnie szybko, jak większość nowoczesnych lakierów. Łatwo się rozprowadza, nie smuży. Mógłby trochę lepiej kryć, ale nie rzuca się to w oczy.

Najważniejsza jednak w tym lakierze jest trwałość - określiłabym ją jako spektakularną! Lakier spokojnie wytrzymuje na paznokciach tydzień - stosowałam produkty różnych marek i czegoś tak trwałego jeszcze nie spotkałam. Zresztą ta cecha charakteryzuje wszystkie produkty AllePaznokcie, z którymi miałam do czynienia.

Jeśli szukasz lakieru oryginalnego, o chłodnej barwie i niezwykle trwałego - lakier holograficzny od AllePaznokcie mogę szczerze polecić. Jak dla mnie - totalny faworyt!

Miałam go na paznokciach m. in. przy okazji postu сумерки
Lakier kupisz TUTAJ za 14,90 zł.

Wednesday, August 6, 2014

Outfit #70 - Profilage

Dziś mam dla Was coś kompletnie nietypowego - stylizację bez czerni!

Jakiś czas temu w Mohito wypatrzyłam sukienkę idealną - prosty oversize we wściekle limonkowym kolorze. Rzadko mi się to zdarza, bym zakochała się w ubraniu bez pamięci - to jeden z takich przypadków. Z tej serii jest jeszcze sukienka... wściekle różowa, równie piękna, a ja głupio się do niej szczerze, gdy przechodzę obok - ciekawe jak długo wytrwam w postanowieniu oszczędzania ;). Ale wracając do tematu: żółtą sukienkę zaczęłam nosić w sposób dość oczywisty - na rockowo, z czarnymi dodatkami i ćwiekami - wygląda wtedy bombowo! Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się to sfotografować.

Tym razem jednak... postawiłam na kolor. Dobra, przyznaję - byłam ciekawa jak to razem będzie wyglądać,  a czy jest lepsza okazja ku temu niż fotki z kuzynką? Od zawsze wiadomo, że dopiero na zdjęciach dostrzegamy zalety (a częściej - wady) naszego stroju.

Cóż jednak skłoniło mnie do tego niecnego pomysłu? ...



I tu docieramy do momentu, w którym Sylwia zaczyna piszczeć i głupio podskakiwać. Serial, jakżeby inaczej! Jestem beznadziejnie zauroczona postacią Chloé Saint-Laurent, kryminolożki z francuskiego serialu "Profil". W pierwszym sezonie - nie mogłam na nią patrzeć. Boleśnie działała mi na nerwy! Z każdym jednak kolejnym odcinkiem - poddawałam się. Postać jest wykreowana w sposób niezwykły - z mroczną tajemnicą, zwichrowaną psychiką, ogromną pewnością siebie i bezczelnością, a jednocześnie urokiem malutkiej dziewczynki. Kocham seriale z wyrazistymi postaciami, a kogoś takiego jak Chloé dawno nie widziałam. No i wykonuje mój wymarzony zawód - musiałam przepaść, inaczej nie dało rady!

 


Nadal jednak nie wyjaśniłam skąd mój pomysł na kolory. Otóż Chloé to nie tylko genialny umysł i naprawdę oryginalny charakter. To także nietuzinkowy styl. I znowu - w pierwszej serii patrzyłam na nią jak na dziwadło. Aktualnie jestem na sezonie czwartym - i patrzę na nią z zachwytem. Styl sam w sobie się nie zmienił - mam jednak wrażenie, że zeszlachetniał (albo mój gust ewoluował, w końcu minęło kilka lat). Chloé ma zawsze na sobie kolorową krótką sukienkę (moim absolutnym hitem jest ta miętowa - wszędzie szukam takiej w formie oversize - na razie bezskutecznie), a do niej kolorowy płaszcz. Zawsze nosi obcasy, również kolorowe. Do tego nie rozstaje się z żółtą torbą. I choć na pierwszy rzut oka nic do siebie nie pasuje (bo jak to, miętowe szpilki, czerwona sukienka, fioletowe rajstopy i jeszcze ta torba?!), to jest w tym szaleństwie metoda. Jest styl, który mnie kupił. Na postaci mdłej i nudnej - pewnie nawet by nie przykuł mojej uwagi. Jednak tutaj idealnie współgra z nietuzinkowym charakterem bohaterki - i zamiast dzidzi-piernik, otrzymujemy niezwykle szykowną kobietę. Wiadomym przecież jest, że w dobrym stylu podstawą jest współgranie ubrań z osobowością. 




Ale się rozpisałam! Oczywiście moja stylizacja nie jest kopią, a inspiracją - przekonało mnie takie nietypowe zestawianie barw i zaczęłam bawić się moją garderobą. Płaszcz zastępuję żakietem (z wiadomych powodów), nikt też mnie nie nakłoni do dźwigania takiej wielkiej torby ;) Odpuściłam też rajstopy, w końcu mamy lato. Mimo to - mam wrażenie, że uzyskałam efekt, do którego dążyłam.

Ja się świetnie czuję w takiej wersji - nie na co dzień, ale od czasu do czasu, gdy najdzie mnie ochota na coś barwnego. Ciekawa jestem co Wy na to? Zapraszam do oglądania zdjęć - i, przy okazji, zachęcam do oglądania "Profilu" - serialu jeszcze niezbyt znanego, a jednak zasługującego na miano hitu!






dress - Mohito
jacket - H&M
shoes - CCC
ring - New Yorker
sunglasses - New Yorker

Tuesday, August 5, 2014

Giveaway with Rosewholesale - results!

Pora na wyniki drugiego rozdania z Rosewholesale! Tym razem szczęśliwym zwycięzcą jest...

It's time for results of second giveaway with Rosewholesale! The happy winner is...


Gratulacje! Czekaj na maila :)

Congratulation! Wait for e-mail :)

Sunday, July 27, 2014

Outfit #69 - Don't fear the reaper





Ostatnio oszalałam na punkcie sukienek... Tę mam w szafie od wielu lat. Każdego lata odkrywam ją na nowo. Za namową kuzynki na jeden dzień zostałam hippiską. Przepaska na głowie, długa suknia, baleriny... tylko tyle. Lub aż tyle. Oceńcie sami. I, tak jak ja, nie bójcie się żniwiarza spacerującego wśród pól.

all photos by Patrycja Artowicz





Dress: no name
Shoes: CCC
Necklace: gift from my mum <3

Me and my beautiful cousin - backstage! <3

Tuesday, July 22, 2014

Outfit #68 - сумерки



all photos by Agata Bączkiewicz


Kocham lato! Słońce, upały, długie dni i ciepłe noce. Mogłabym żyć w kraju, w którym słońce świeci na okrągło - dodaje mi energii, sprawia, że po prostu chce się żyć! Latem zawsze moje życie wygląda tak, jak lubię najbardziej: mam siły by szaleć i pracować za dwoje, chęci by tworzyć. Jest czas na podróże, a także nadrabianie uczelnianych zaległości (ach, ta Polibuda). Jest czas na pisanie powieści (nareszcie!) i topienie się w jeziorze (ale w końcu nauczę się pływać, a co!). Na radości i obowiązki, które także stają się przyjemnościami.



Lato ma jednak jedną wielką wadę... Ciuchy! Nie jestem fanką letnich stylizacji, bo zawsze mi "czegoś brakuje". No bo jak to - zestaw bez ukochanej marynarki? No way! Zresztą każdy kto tu zagląda chyba już odkrył moją miłość do wszelkich narzutek: żakietów, blezerów, peleryn... I jeszcze buty! Ach, masywne buciory, które zawsze wywołują skrajne emocje. Miłości ma! Jak się bez Was obejść?




Trzeba jednak sobie radzić! Tym razem postawiłam na minimalizm - z przymrużeniem oka. Na pozór prosty zestaw: legginsy i dłuższy t-shirt, zyskuje przy bliższym poznaniu. Bluzka składa się z trzech warstw (do ciała, luźna długa przeźroczysta i luźna krótka bawełniana), a legginsy... są dziwne. Najprościej mówiąc. Bo tak, moi mili - to nadal są legginsy. Z obciętymi nogawkami przypinanymi na klamerki - nietypowy element, który źle noszony zrobi z nas dziwkę, dobrze - gwiazdę rocka. No dobra, może zbyt skrajnie to ujęłam, ale posługując się ogólnikami tak by było ;)




Równie ważne co baza są dodatki: ćwieki i krzyże podkreślają rockowy charakter. Zamiast jednak typowej obroży, wybrałam luźną opaskę z długimi kolcami - ciekawie prezentuje się na co dzień - kojarzy mi się z wakacyjnymi festiwalami. Do tego - masywne buciory! Taaak, doooobra, maaacie rację, nie mogłam sobie odpuścić ;) Na szczęście to model cut-out (taki... powycinany, o!), więc nogi w nich się przesadnie nie grzeją.

Jak dla mnie - zestawienie idealne na wakacyjny dzień, gdy obowiązki mieszają się z przyjemnościami, a naładowana promieniami słonecznymi nie mam ochoty za dużo myśleć o tym co na siebie włożyć. Prostota przychodzi mi odruchowo - na szczęście!



Na koniec - słów kilka o zdjęciach. Zachwycam się nimi (zdjęciami, nie sobą - spokojnie, resztki skromności zachowałam ;)), więc trzeba pochwalić - autorką jest dziewczyna, którą przez przypadek odkryłam na innym blogu stylizacyjnym - Agata Bączkiewicz. Dzień był dziwny - słońce mieszało się z deszczem, a Poznań nie chciał zaszczycić zachwycającymi miejskimi (i, przede wszystkim, nowoczesnymi) krajobrazami. Mimo to - udało się! Stojąc przed obiektywem zupełnie nie spodziewałam się efektów. Czasem w czasie zdjęć jest tak, że od razu czuję - tak, to jest to! Czasem marzę o tym, by wyszły choć dwa (bo nie lubię uczucia, że dzień był zmarnowany) - tak było w tym wypadku. A tu - proszę. Dostałam tyle fot, że z ledwością wybrałam najlepsze. Brawa dla Agaty ode mnie (a i Wam mam nadzieję się podoba :)).






Leggings: Black-Garden.pl
Shirt: Zara
Shoes: DeeZee.pl
Ring-cross: no name
Ring: H&M
Necklace: no name
Bracelet: no name
Nails: AllePaznokcie.pl, Holographic Nail Polish